2017, rok plonów i burz

2017, rok plonów i burz

2017 – nazwałam go rokiem plonów i burz.

Plony wysypały obficie. Rozwój firmy, mnóstwo nowej pracy. Trzy wydane książki, kilka napisanych tekstów i mnóstwo pomysłów na dalsze działania.

Jednak burze nie pozwalają cieszyć się smakiem owoców. Wiele się działo, wiele łez wylało się w poduszkę i… albo ja jestem już stara, albo sama już nie wiem – nie żałuję ich. W bólu rodzi się coś nowego. Końca nie widać, ale chyba idzie ku lepszemu.

Od pięciu lat zmieniam się, ciągle przemieszczam się z miejsca na miejsce, szukam swojego ja, wytchnienia, złotego środka, balansu. Co się czegoś złapię, okazuje się niestabilne. Jestem cholernie spięta, wiecznie przejęta, skąpana w chaosie.

Na 2018 staram się nie robić postanowień, ale one chyba robią się same. Chciałabym to, tamto, owamto, a życie i tak pokaże swoje ścieżki.

Każdy rok i tak się przeżyje, bez względu na to, jaki będzie ciężki i smutny. Potem staje się on tylko wspomnieniem, niczym więcej. To trochę mnie pociesza. Niewiele jest przecież rzeczy, które mogą mi odebrać wolność. Co więcej, większość roku i tak zależy tylko ode mnie – jak go przeżyję, na ile sobie pozwolę, jak się nastawię…

Życie jest udręką, bo zbyt wiele dni poddaję obcym nastrojom. Powinnam w końcu olać to, co nieważne, ale jeszcze zbieram się w sobie. Uda się! Jak nie w 2018, to w 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *