Od początku…

Od początku…


Grudzień 2012 roku był beznadziejny, choć starałam się udawać sama przed sobą, że jest inaczej. 

Miałam pracę, męża, ulotne wrażenie stabilizacji i wiedzę, że styczeń przyniesie zachwianie, bo szykowały się negatywne zmiany.

Doczłapałam do Sylwestra, nie mając żadnych zaproszeń na zabawę. Nie dlatego, że brakowało propozycji od przyjaciół, ale dlatego, że sama przed sobą pogrzebałam szanse na imprezy i prywatki. 

Już od dłuższego czasu coś się ze mną działo. Unikałam spotkań towarzyskich, wydarzeń, okazji do bycia z ludźmi. Moim jedynym marzeniem było zalegnięcie przed telewizorem, najlepiej z miską smakołyków i odpoczywanie. Tylko tak wyobrażałam sobie relaks – kojarzył mi się z pozycją leżącą, ale przede wszystkim z MIESZKANIEM. Chciałam być w czterech ścianach, wydawało mi się że to właśnie one, w połączeniu z jedzeniem, dają gwarancję bezpieczeństwa oraz azyl. Azyl to ważne słowo, bo pragnęłam go jak niczego innego na świecie.

Coś się jednak zaczęło dziać. Coś chciało się wydostać na zewnątrz, było zmęczone, nieszczęśliwe, coś próbowało wykorzystać fakt, że grudzień był wyjątkowo beznadziejny. Tym czymś byłam ja, prawdziwa ja, taka, która pomimo 27 lat życia jeszcze ani razu nie dostała szansy na to, żeby zaczerpnąć powietrza. Ona zaczęła szeptać, a w końcu krzyczeć, przedzierając się przez szczelne warstwy zobojętnienia na własną krzywdę. 

Dlaczego akurat wtedy? Dlaczego nie wcześniej i nie później? Wiele wydarzeń z życia determinuje działania. 2012 rok był dziwny, nierówny. Z jednej strony mdły i nudny, z drugiej – pełen niepokoju i stresu. Dzisiaj mówię, że po prostu – nastał moment w którym zebrała się lawina. Przyjrzałam się sobie i nieśmiało wybąkałam do samej siebie: „Hej, co się dzieje? I… co będzie z tobą dalej”? 

Sylwester to było apogeum beznadziejności. Telewizor, ja, tona żarcia, zmęczenie i przeziębienie w jednym. Dosłownie dwie minuty po północy leżałam już w łóżku, wkraczając w Nowy Rok i mając coraz silniejsze poczucie, że COŚ JEST MOCNO NIE TAK.


Kiedy już miał zbawić mnie sen, przyszła myśl. Wszyscy ją znamy, każdy z nas słyszał ją w głowie raz, dwa razy, milion razy. Natrętna mucha, niechciany gość, gorzka pigułka, odsłaniająca słabość i marazm. Usłyszałam:

ZMIEŃ COŚ. 

Zacisnęłam dłonie na poduszce i zamrugałam z wrażenia. Pomyślałam sobie: „A może… spróbuję? Może tym razem jednak się uda?” 

Ile razy mówiłam sobie coś takiego? Wiele. Jednak czułam pod skórą, że jestem gotowa i że ta gotowość jest inna niż wcześniej. Wypływająca ze środka mnie. 

Zmienienie „CZEGOŚ” oznaczało dwie rzeczy: życie prywatne i moje ciało. Moje otyłe, tłuste, stłamszone nadwagą ciało, które służyło mi całkiem sprawnie. Było zdrowe, nie sprawiało kłopotów. A jednak, to właśnie ono stanowiło klucz. 

Kiedy obudziłam się rano, głos w głowie pozostał. Był cichy, a jednak wyczuwalny, jak posmak nowej przyprawy w dobrze znanym daniu. 

Jaki z tego wniosek? Co można wyciągnąć z tej tyrady słów? 

Z perspektywy czasu powiem każdemu: do zmiany życia trzeba dojrzeć. Czasem to dojrzewanie będzie się działo samoczynnie, ale lepiej mu pomóc. Zacząć obserwować samego siebie. Uważnie, z dystansem. Zadać sobie kilka fundamentalnych pytań. Nie atakować swoich myśli, przyzwyczajeń i wyznawanych wartości. Każda gwałtowność oznacza najprawdopodobniej jedno: słomiany zapał. 

Czasem może się okazać, że jeszcze nie czas. Grunt to zacząć przed śmiercią, ale jeżeli się nie wyrobisz – trudno. Chodzi o to, aby odpowiedzieć na jedno pytanie:

Co jest dla CIEBIE w życiu najważniejsze?

I drugie pytanie:

Czy masz to…?

Wydaje się proste, ale… No właśnie. Dla mnie okazało się najtrudniejsze. Oto musiałam sobie odpowiedzieć: nie, nie mam najważniejszego, bo całe życie uciekam przed zmianą. 

I przejrzały owoc w końcu spadł.

2 Replies to “Od początku…”

  1. Dobrze napisane:-). Fajnie, że się dzielisz swoimi doświadczeniami.Gratuluję zmiany stylu życia i konsekwencji by go realizować.Podoba mi się Twój nowy blog! Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *