`Fuck friend`, czyli singiel, ale inaczej

`Fuck friend`, czyli singiel, ale inaczej

„Faceci to pizdy, naprawdę. A ci z Internetu, to już w ogóle” – opowiada Wiola, która od kilku lat jest sama. „Z konieczności. Nie ma w czym wybierać”. „W czym?” – pytam. Śmieje się zażenowana. „Ksiądz w niedzielę mówił, że tak zaczynamy mówić o mężczyznach. Jak o rzeczach. Ale co ksiądz może wiedzieć o tych wszystkich drwalach, którzy szukają tylko seksu albo są dziwni? Powtarzam: nie ma w czym wybierać”.

Wiola może być spokojna. Ma dopiero 25 lat. Od trzech wisi na telefonie, mając konta na wszystkich portalach randkowych, jakie istnieją. A co z poznawaniem ludzi na żywo? Może staroświecki sposób byłby lepszy? „Tobie się wydaje, że ja się w domu zamykam? Nie! W robocie nikogo ciekawego nie ma. W klubie męża nie poznasz. A na ulicy to co, mam zaczepiać nieznajomych? Poznawanie facetów to trudna sprawa. Nawet w tej zakichanej Warszawie. Niby tylu singli, a i tak jestem sama”.

Faceci nie są normalni (?)

W gorszej sytuacji jest Ania. Ma 29 lat i, jak wielokrotnie podkreśla, w tym wieku nie da się poznać nikogo NORMALNEGO. Kto to jest normalny człowiek? „Taki, co nie ma ochoty lizać ci stóp na pierwszej randce, nie opowiada od razu, że była jest dla niego najważniejsza, albo co gorsza, nie jest rozwodnikiem, do którego żona cały czas wypisuje esemesy. Tylko tyle i aż tyle”. Ania mówi, że ostatnio facet zapytał ją w pierwszej wiadomości, czy lubi smak spermy. Nie wierzyłam, ale pokazuje mi to na wyświetlaczu. Brodacz w koszulki w kratę, ze starannie wypielęgnowaną fryzurą. Nie wygląda dziwnie, a jednak pozwala sobie na takie odzywki. „Ja w takie bagno nie idę. Chcę po prostu kogoś mieć, zacząć myśleć o rodzinie. Kiedyś myślałam, że bycie mężatką od 22 roku życia to głupota. Teraz wydaje mi się, że to ma sens”.

Koleżanki mi się starzeją

Aneta ma 33 lata. „Wiek chrystusowy” – śmieje się. Jednak wcale nie jest jej wesoło. Większość przyjaciółek porodziła już dzieci, ma mężów, partnerów, rodziny. Nie mieszkają same. „Jak pojawiły się bobasy, zaczęło być inaczej. Jasne, możemy się spotkać, ale czuję, że przez najbliższe 15 lat będą miały bardzo mało czasu dla mnie”. Aneta zaczyna czuć się starą panną. Wokół same zaciążone albo babki z wózkami, a ona umawia się na randki. Każda kończy się fiaskiem. „Przestałam mówić przyjaciółkom, że się z kimś umówiłam. Głupio mi cały czas tłumaczyć się, że trafiam na palantów. One zaczynają chyba myśleć, że to ja mam jakiś problem. Cały czas wybrzydzam. Może mają rację?”. Widać, że Aneta jest cholernie zmęczona. Dawno nie była na randce, która wzbudziłaby jakieś większe emocje. Zaczyna podchodzić do tego, jak do rozmów o pracę.

Rekrutacja na dziewczynę

„Ile razy możesz ciągle opowiadać o sobie, zupełnie od zera?”. Na pierwszych randkach z Internetu trzeba się odpowiednio zaprezentować. Sprzedać siebie, jako kobietę, która jest sympatyczna, ale nie egzaltowana, mądra, ale nie przemądrzała, myśląca o przyszłości, ale nie ciągnąca faceta do ołtarza, chcąca dzieci, ale jeszcze nie teraz, marząca o wspólnym mieszkaniu, ale nie od zaraz. Słowem: trzeba być idealnie wyśrodkowaną, cudownie neutralną, nie wyróżniającą się, ale mającą `to coś`. To tyle, jeżeli chodzi o kandydatkę na partnerkę, bo wielu facetów i tak szuka kogoś na seks. W drugą stronę też to działa, już oficjalnie.

`Seks friends`

To nowe pojęcie społeczne, które stało się obecnie bardzo popularne, jak noszenie rurek czy przedłużanie rzęs. Masz układ – fajne relacje z mężczyzną, dobrze wam się gada, możecie na siebie czasem liczyć i sypiacie ze sobą. To jednak nie jest związek, nawet nie związek otwarty. Jesteście `seksfriendami` (w angielskim `fuck friend`), bez zobowiązań. Nie angażujecie się, bo może to nie ten czas, albo po prostu: ta osoba nie ma zadatków na prawdziwego, stałego partnera. „Wiesz, on jest przystojny i ma poczucie humoru. Idziemy w piątek na sushi, potem do łóżka. Ale kandydat na męża z niego żaden. Po prostu tego nie czuję. On mi się podoba, nic poza tym. Na dłuższą metę ma za dużo wad” opowiada Asia. Jasne, że szuka kogoś „na serio”, ale nie chce być zdesperowana, a czuje potrzebę rozładowywania napięcia seksualnego. Czym się to różni od przygodnego seksu? Głównie tym, że sypiasz regularnie z tą samą osobą, całkiem nieźle ją poznajesz, ale i tak nie ma z tego nic więcej. Jest w tym spora doza tragizmu, bo z jednej strony single płaczą w poduszkę, z drugiej – wolą mieć `seksfrieda` niż spróbować zbudować coś trwałego.

Nowoczesny singiel

Ile osób w wielkich miastach decyduje się na bycie dla kogoś `seks friendem`? Zapewne tyle samo, co tych, którzy udają, że ten układ im się podoba. Gdzieś pod skórą, na dnie serca nie raz nie dwam, tli się nadzieja, że może jednak kiedyś się okaże, że z tym człowiekiem da się żyć. A może nie? Może to faktycznie świetna poczekalnia w drodze do prawdziwego, szczęśliwego związku?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *