O polu walki, które nie jest samotnym poligonem

O polu walki, które nie jest samotnym poligonem

Być może to dobre pytanie na sam początek. Kogo mi potrzeba, aby schudnąć? A dokładniej: ZMIENIĆ SIEBIE. Ja nie wystarczę? Szukać wsparcia, bratniej duszy? A może lepiej samemu stanąć w szranki i nie polegać na nikim?

Mimo wszystko zawsze zaskakiwała mnie potrzeba szukania pomocy. Chcę schudnąć, ale sama nie dam rady… Zgubne myślenie. Ktoś musi być, ktoś musi inspirować. A może… ktoś musi stać z batem? Każdą z opcji uważam za odpowiednia pod jednym warunkiem: czujesz się z tym dobrze i nie jest to źródłem stresu czy frustracji. Zasada jest jedna, żelazna, najważniejsza.

NIC NIE MUSISZ. CHCESZ!

A skoro chcesz, to dasz radę zarówno sam, jak i w grupie. Mówią, że we dwoje raźniej. A wśród ludzi, którzy przeżyli coś podobnego, albo cały czas to przeżywają, tym bardziej. Dobrze. Więc idź, znajdź, podziel się z innymi tym, co w tobie siedzi. Na pewno jest czym.

Morze cierpienia, wątpliwości, wysiłku, pretensji pod adresem Boga, ludzi i całego wszechświata. Zawsze jest na co narzekać, bo przebić się przez kilogramy tłuszczu nie jest łatwo, za to nie ma nic prostszego niż się poddać. To wielka ulga, odpuścić sobie i móc powiedzieć: „No trudno. Próbowałem!”.

Samotna Dzika Kobieta na szlaku

Ja podążyłam inną ścieżką. Samotną, ale tak właśnie miało być. Poczułam, ze zmiany jakie zachodzą we mnie – w mojej głowie, w moim światopoglądzie, w moich pragnieniach, to coś… bardzo intymnego. Nie, nie chciałam nikogo wpuszczać do tej krainy, do chaosu w głowie. Trochę ze wstydu, a trochę dlatego, że bardzo, bardzo chciałam jednak stoczyć ten bój w pojedynkę. Wyzwolić Dziką Kobietę – wojowniczkę bez pomocy. Bez asysty i rad. Bez świadków. W końcu odrodzenie to proces, przy którym jesteśmy najbardziej samotni na świecie…

Loża doradców

Jeżeli już szukać pomocy, to tylko wśród ludzi, którzy znają problem. Tylko osoby, które jadły z tej samej misy, będą wiedziały, jak zareagować… Ja swego czasu najbardziej bałam się, że o moim chudnięciu dowiedzą się znajomi. Bałam się, że będą liczyli każdy gram, że będą patrzeć, myśleć, ile zrzuciłam. Nie potrzebowałam tego, bałam się, że loża doradców mnie osaczy, spłoszy, podda ocenie.

Dzika Kobieta a terapia poznawcza

Jak się jest na polu walki, wcześniej czy później ktoś cię musi podnieść. Inny wojownik, żołnierz, doradca. Może przyjaciel albo ktoś zupełnie z zewnątrz. U mnie z odsieczą przyszła psycholożka. Wyciągnęła rękę, przyniosła ulgę. Żmudna, żmudna praca nad poznawaniem samego siebie… Nad dochodzeniem do tego, co się czuje i co tak naprawdę blokuje szereg procesów i myśli w głowie.

Jak się czuję, idąc tym właśnie szlakiem? Dobrze. Bezpiecznie. To silne oparcie, lustro moich emocji, w którym zawsze przeglądam się z niemałym zdumieniem. Widzę to, co tak bardzo staram się zakopać w głowie. Psycholożka nie pozwala mi tak kitrać problemów po kątach. Pyta, drąży, każe myśleć. I buduje, cegła po cegle: świadomość, cele, priorytety. Czyści głowę równie mocno jak bieganie. Jest darem od losu i cennym klejnotem.

Więc… co?

Jestem samowystarczalna. Lubię tak o sobie myśleć. Ale za sobą mam armię tych, którzy czuwają. I są gotowi podnieść mnie, gdy upadnę. Każdy czasem czuje się zmęczony.

Więc trzeba szukać. W razie czego ja też mogę pomóc. Jestem!

http://evoluo.org.pl/walka_z_otyloscia.php

3 Replies to “O polu walki, które nie jest samotnym poligonem”

  1. Współcześnie stanowczo przecenia się wartość motywacji. Ja stawiam na pasję, to dzięki niej jestem aktywna fizycznie. Nie muszę się zmuszać do ćwiczeń, bo je zwyczajnie lubię. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *