Zazdrośnica

Zazdrośnica

Wiem, że zazdrość jest stara, jak świat. Jest również, podobno, raczej prostacka, wyłącznie negatywna, to świadectwo kompleksów. Myślę, że to prawda, choć nie cała, bo na zazdrości wiele zbudowano. Potrafi być niezłą siłą napędową, tylko problem w tym, że w przeciwieństwie do motywacji, albo nawet ambicji, zazdrość nigdy nie przerodzi się w satysfakcję albo spełnienie. Sama w sobie nie ma celu. Jest narzędziem (autodestrukcji).

Gdybym miała powiedzieć, że nikomu niczego nie zazdroszczę, kłamałabym w żywe oczy.

Jasne, że zazdroszczę. Właśnie musiałam wyłączyć pewną autorkę z obserwowanych na facebooku. Nie mogłam już patrzeć na to, jak jej debiutancka książka staje się istnym diamentem, obsypanym peanami zachwytów przez czytelników i krytyków. Sukces tej dziewczyny nie jest przypadkowy, zapracowała na niego ciężko. Mimo wszystko, nie mogę cieszyć się jej szczęściem, jestem na to za słaba.

Żeby nikt mnie źle nie zrozumiał: nie chodzi o to, że jej źle życzę, że zazdrość wzbudza we mnie równocześnie nienawiść. Nie! Po prostu zazdrość zaburza moje postrzeganie jej sytuacji. Nie wiem, ile książek odrzucili wcześniej jej niedoszli wydawcy. Nie wiem, ile razy się poddawała i co o sobie myślała. Wiem tylko, że teraz smakuje sukces, na który ja sama tak ciężko pracuję, a który odsuwa się ode mnie, wciąż wymyka się z rąk.

Na facebooku łatwo się zazdrości, bo tam pozostaje tylko esencja. Nikt (prawie) nie przyzna, że zanim urodziło się coś wspaniałego, najpierw była gorycz, ból, zwątpienie, beznadzieja. A może po prostu ogrom pracy…

Być może poprzez social media zazdroszczę bardziej. Umiejętności, pomysłów, sukcesów, rodzin, wakacji, porannych kaw, imprezowych weekendów. Uwielbiam to wszystko oglądać, choć sama mam wielki opór, by pokazać kawałek mojej prywatności. Mam wrażenie, że moja codzienność jest tylko moja i świat nie powinien się nią interesować.

Moja zazdrość być może graniczy z grzechem (a przecież to poważna sprawa). Robię coś i robię i… nic. A inni mają. Robią i BOOM! Szok. W czym jestem gorsza? Czego nie umiem?

Myślę, że przyznawanie się do zazdrości może pomóc mi przyjrzeć się temu z innej perspektywy. Znam wiele osób, które zazdroszczą mnie. A czasem zdarza mi się zazdrościć czegoś raczej z sympatii, choć sama wcale nie chcę po to sięgać.

Mimo wszystko – chcę zazdrościć trochę mniej. Bardziej doceniać, co mam i ile robię. A robię TAK WIELE! CODZIENNIE!

Trzymam kciuki sama za siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *