Zdziczałam od nowa

Zdziczałam od nowa

Nie jestem parą szpilek, szminką czy luksusowym podkładem. Jestem siłą, która te rzeczy wybiera. To siła mnie określa, a nie to, co mam na sobie.

Pomyślałam, że tekst o kobiecości w Dzień Kobiet może być niezłym pomysłem, choć już od dawna chciałam opisać kilka spostrzeżeń z ostatnich 2-3 lat. Głównie dotyczą one zmian, jakie zaszły w rzeczach małych, ale dla mnie ważnych – bo przecież każda zmiana jest wynikiem jakiegoś procesu.

Jako kobieta mam na swoim koncie spektakularną, jak mawiają niektórzy, metamorfozę. To prawda, choć od tego momentu mija już prawie pięć lat i w mojej głowie, w końcu, zaczynam patrzeć na siebie już nie przez pryzmat wagi. I to pierwsza, ważna zmiana. Pozwala mi skupić się na innych rzeczach, które wcześniej łatwo umykały.

Wszystkie fot. Katarzyna Kosakowska

Być może ktoś zapyta: a co z Dziką Kobietą? Odpowiem: zdziczała jeszcze bardziej. Czyli? Uspokoiła się i już nie ma potrzeby szamotania się na arenie. Woli spokojnie spacerować po lesie, z dala od zgiełku i niepotrzebnej adrenaliny.

Podobno trzydziestka nic nie znaczy, to tylko liczba, a nie stan ducha, ale w moim przypadku widzę, że jednak przez ostatnie trzy lata bardzo zmienił się mój gust. Wcześniej myślałam, że zawsze będę lubiła swój styl. Co dokładnie mam na myśli?

Kiedyś kochałam duże kolczyki. Uwielbiałam je gromadzić i nosiłam codziennie. Im większe, bardziej kolorowe i krzykliwe, tym lepiej. Dzisiaj z tej miłości nie pozostało prawie nic. Wolę skromną, delikatną biżuterię. Naprawdę, w głowie mi się to nie mieści, że tak mi się „poprzestawiało”.

W kwestii mody, sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Należę do osób, które wybierają styl na dany dzień. Czasem mam ochotę być elegancka do bólu, a czasem sportowa i wyluzowana. Mimo wszystko – odchodzę od krótkich sukienek. Te, które mam, zaczynają się kurzyć w szafie, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym (bardzo lubiłam je nosić właśnie wtedy, bo lato to przecież inna kategoria). Polubiłam się ze spódnicami.

Zmienia się też podejście do makijażu. To nawet paradoks – bardzo interesuję się nowościami i trendami. Znam je wszystkie! Lubię kupować kosmetyki, to sprawia mi radość. Jednak czas kolorowych, rozbudowanych makijażów oka minął. Co więcej, ostatnio coraz częściej stawiam na proste wykończenie, bez tuszu do rzęs. Moją wielką inspiracją stała się Partycja Dobrzeniecka, makijażystka gwiazd, która tak właśnie się maluje. Wygląda zawsze pięknie! Powoli wychodzę z założenia, że moja nieumalowana twarz jest równie ładna, jak umalowana.

Świadomie szukam muz i inspiracji. Kusi mnie prostota z domieszką bogactwa.

Sukienki, makijaż, kolczyki – czy to czasem nie zbyt płytkie traktowanie pojęcia kobiecości. Wręcz przeciwnie – skoro zmienia się mój gust, to znaczy, że zmieniłam się ja. Mój sposób myślenia, światopogląd. Z drugiej strony, odkrywanie rzeczy, które mi się podobają, jest bardzo przyjemne i daje radość. Czy spodziewałam się kiedyś, że będę czuła radość z odkrywania samej siebie? 

Niecodziennie czuję się piękna. Wiem jednak, co zrobić, by tak było. Czasem robię makijaż, jak na okładkę magazynu, a czasem nakładam wyłącznie krem z filtrem – to wyraża w jakiś sposób mój nastrój, podejście do danego dnia.

Bardzo lubię proces zmian w upodobaniach. Służy mi i mojemu poczuciu własnej wartości. Nie jestem parą szpilek, szminką czy luksusowym podkładem. Jestem siłą, która te rzeczy wybiera. To siła mnie określa, a nie to, co mam na sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *